wtorek, 7 lutego 2012

Jak właściwie karać dziecko

Autorem artykułu jest AB

Nigdy nagana nie powinna być mszczeniem się, czy też wyżywaniem się na dziecku, lub kimkolwiek. Jeśli udzielamy kary swojemu dziecku to należy zrobić to z miłością i z miłości do niego.
Nie chodzi w tym karaniu o to żebyśmy to my się lepiej poczuli - to powinno być najmniej istotne, lecz o to by nauczyć dziecko tego, że tak się nie robi i żeby w przyszłości nie uczyniło złego czynu ponownie. Jeśli robimy dziecku awanturę z nieopanowanym gniewem, tylko po to żeby rozładować swoją złość to nie uczymy go niczego dobrego.

W takim gniewie mówimy rzeczy nieracjonalne, bo często stosuje się wtedy słynną zasadę, która przytaczana jest często na przykładzie wojska:
"1. Dowódca ma zawsze rację.
2. Kiedy dowódca nie ma racji to patrz punkt 1."
Tak, w takim nieopanowanym gniewie stosujemy taką właśnie zasadę. Dziecko próbuje wtedy przytaczać swoje argumenty, jednak rodzic ich nie słucha, ponieważ jest przejęty swoim gniewem i za wszelką cenę forsuje swoje argumenty nawet w sposób nieracjonalny i w swoich argumentach może się okazać, że są one nieprawdziwe a wyżej wymienioną zasadę forsuje się krzykiem wręcz wrzaskiem. Dziecko znajduje wówczas luki w naszych słowach i zaczyna się czuć niesprawiedliwie oskarżone. I całość, lub część tej awantury wyczuwa jako niesłuszne oskarżenie. Jeśli jednak nasze argumenty są racjonalnie i adekwatne do całego karcenia dziecko zaczyna rozumieć, że postąpiło źle a nie szuka luk w naszym oskarżaniu. Gniew jest niezgodą na jakieś zło, jeśli wybuchamy z byle głupoty wielkim gniewem to raczej to my mamy problem ze sobą aniżeli dzieci. Dziecko gdy widzi wielki gniew z byle drobiazgu może też powielać takie zachowanie wśród domowników a później w szkole uważając to za coś normalnego, skoro rodzice tak czynią co chwilę. Rośnie wówczas mały złośnik wymuszający wszystko krzykiem, wrzaskiem. Myślę, że nikt z nas nie chciałby, by nasze dzieci tak zdobywały świat...
Sprawy załatwiane w gniewie może i odniosą skutek, ale przy okazji takiego nieopanowanego zachowania spalamy wszystko co jest dookoła i po takiej awanturze zostaje jak po bitwie, pożarze pożoga dymy, niesmak i trzeba wszystko budować od nowa.
Dziecko za złe przewinienie musi być karane, trzeba czasem krzyknąć, to nie ulega wątpliwości. Rodzice stosujący zupełny brak karności sami sobie robią krzywdę. Gdy dziecko jest małe jest trochę jak biała karta, to co wpiszemy w nią sami, własnym przykładem będzie procentowało, lub pokutowało w tym dziecku przez długi okres, lub przez całe jego życie.
Zasady muszą być konsekwentnie egzekwowane inaczej dziecko zacznie nami rządzić i nas denerwować. Wówczas narażamy się na to, że będziemy rozdrażnieni, niezadowoleni i stale na granicy nieopanowanego gniewu, a dziecko im starsze tym bardziej będzie niezależne i bardziej będzie umiało stawiać opór naszym nieracjonalnym argumentom w czasie takich gwałtownych kłótni.
Jeśli jednak dziecko nauczymy od małego szacunku dla dorosłych, nie pozwolimy mu na wszystko co zechce, wówczas nie dość, że nie rozpuścimy dziecka, to jeszcze sami będziemy mieć spokojniejsze życie. To taka inwestycja w przyszłość. Teraz trzeba się trochę więcej namęczyć żeby później było znacznie lepiej. Nie jest to łatwe, gdyż życzymy naszemu dziecku jak najlepiej, chcemy, żeby niczego mu nie brakło, żeby żyło mu się jak najlepiej, jak najłatwiej. Musimy więc uważać, żeby nie stało się tak, że z "miłości" rozpuszczamy zasady i pobłażamy dziecku. Wtedy miłością już to nie będzie, gdyż dobrobyt choć pomaga, jednak może dziecka nauczyć błędnego rozumowania, że mu się wszystko należy i kiedy wejdzie w życie zderzy się z brutalną rzeczywistością a poza tym nie będzie umiał nawet okazać rodzicom wdzięczności za ich trud wychowania - bo przecież mu się to należy.
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz